Biznes na językach, język w biznesie.

Dzisiaj obchodzimy 17. międzynarodowy dzień języka ojczystego. I… no właśnie, i co? Czy kogoś to w ogóle obchodzi?

Mnie – tak 😉 I mam ogromną nadzieję zarazić Was pasją do pięknej, poprawnej polszczyzny. A jeśli nawet nie pasją, to chociaż poczuciem, że warto mówić poprawnie.

Przedsiębiorcy to ludzie wykształceni. Nie, nie mówię tu (jedynie) o stopniach naukowych, zdobytych dyplomach. Nie są one niezbędne do tego, by być człowiekiem sukcesu. Są to ludzie, którzy musieli przejść długą i często wyboistą drogę, aby zaistnieć, przebić się i utrzymać na rynku w naszej gospodarczo szarej rzeczywistości. Dlatego jestem dla nich pełna szacunku – osiągają to, czego większość ze społeczeństwa – pracująca do końca życia dla kogoś – nie osiągnie ani nie doświadczy.

Uwielbiam się uczyć. Chodzę na różnego rodzaju konferencje, szkolenia, wystąpienia. Słucham bardzo bla-bla-bla-funny-man-photography-726608uważnie. I czasami… mam ochotę wstać i powiedzieć głośno – cieszę się, że szanowny mówca osiągnął tak wiele, ale dlaczego, do jasnej ciasnej,  nie uważał na lekcjach w szkole podstawowej i dlaczego, do białej piwonii, z uporem maniaka tak kaleczy ojczysty język naszych przodków?

Jakiś czas temu mój kolega – Wiktor Jodłowski – pisał o paskudnym w odczuciu geście, jakim jest podanie ręki, a raczej zdechłego śledzia na powitanie. Bardzo mnie tym tematem ujął (nomen omen); według niego, chyba nie ma bardziej odpychającej rzeczy, niż nijakie pomacanie podanej dłoni. Ja natomiast postawiłabym tutaj ogromny znak równości, a tuż za nim ustawiła popełnianie byków językowych, w szczególności przez osoby, które uważają się za wzór do naśladowania (bądź są za takie uważane!).

Ktoś teraz może sobie pomyśli „a co Ci do tego, będę mówić, jak będę chcieć!”… Jasne, mów, nikt Ci nie zabroni. Ale powiem jedno, drodzy: Koleżanko i Kolego.

JAK ROBISZ JEDNO, TAK ROBISZ WSZYSTKO!

Nauczyłam się tej zasady jakiś czas temu i odkąd zaczęłam ją stosować, moje życie zaczęło zmieniać się na lepsze. No ok, jeszcze ranne wstawanie i czekolada są dla mnie wyzwaniem… Ale staram się i idzie mi coraz lepiej.

Natomiast, dlaczego poprawna polszczyzna jest tak istotna? No cóż:

1.język jest naszym dziedzictwem narodowo-kulturowym, a gdyby każdy mówił dokładnie tak, jak mu się podoba, po jakimś czasie nie bylibyśmy w stanie się porozumieć,

2. sposób, w jaki się wyrażasz, świadczy o Tobie jako o człowieku. Wiadomo, ze niziny społeczne nie tylko zamieniają znaki przestankowe na mało chlubne wyrazy nienadające się do przytoczenia tutaj, ale także nagminnie robią błędy językowe, a ich słownictwo jest ograniczone,

3. są ludzie, którzy przykładają do sposobu wyrażania się tak wielką uwagę, że są w stanie zrezygnować wobec rozmówcy z jakichś planów, które mieli wcześniej, biorąc go za nieuka! Nienormalne? Nie mnie oceniać.

Krowy i byki.

Ponieważ sama interesuję się tematem przyzwoitej polszczyzny, zdążyłam wyłapać potworki językowe, które często padają przy okazji networkingu, czy jakichś szkoleń. Tutaj małe zestawienie:

1. „włanczam się w proces”… No cóż, połowa społeczeństwa ma dziś włanczniki 😉

2. „w każdym bądź razie…” – w każdym razie. Kropka.dscf3005_0

3. „ogłaszam wszem i wobec” – nie ma i nie będzie tam „i”. To błąd logiczny.

4. „ja to rozumie”… bez komentarza.

5. „mam taki pomys” – prawie jak „jakoś” vs. „jakość”, prawda?

6. „szukałam jakiś wizytówek” – „jakiś” zarezerwowane jest dla liczby pojedynczej, a dla mnogiej – „jakichś”. Od: „jakich” wizytówek?

7. „mówiłem tym ludzią” – mój faworyt. I jednocześnie zagadka, czy społeczeństwo tak bardzo boi się wyjść na przygłupa, który każde słowo kończy na „om” („pójdom i zrobiom”), że przy kończeniu wyrazów unika użycia tej formy nawet tam, gdzie jest to po prostu niezbędne?

8. „szkolenie ma miejsce w dniach 1-3 lipiec” – to ile jest tych lipców w roku? Jeden, trzy czy piętnaście? Skoro jeden, to 1-3 lipca, nie inaczej.

I tak dalej, i tak dalej…  Na marginesie dodam jeszcze to, źe gramy są odmieniane jak kilogramy, czyli 1 gram, ale juz 5 gramów, a takźe słowo „perfumy”, które nie ma liczby pojedynczej… A która jest mu notorycznie doprawiana, zupełnie wbrew jego woli!

Dobra kampania nie jest zła!

Bardzo podobają mi się akcje, które na przestrzeni ostatnich miesięcy (może już nawet lat) przeprowadzane są w mediach. 27 stycznia b.r. premierę miał klip ELDO – „Ojczysty”, w ramach kampanii „Ojczysty – dodaj do ulubionych”. Oto on, króciutki, warto przesłuchać, bo  Eldo bardzo trafnie bawi się tam językiem.

Swego czasu moją uwagę przykuwały także wcześniejsze klipy, bo zrobione były z pomysłem i zwracały uwagę na problem słów zapominanych:

A tutaj wytknięcie bijącego rekordy popularności słowa MASAKRA (mnie też się zdarza, co za masakra….):

Klątwa internetów

Oczywiście, globalne przeniesienie życia do świata wirtualnego nie sprzyja poprawie sytuacji. Kiedyś dzieciom, które sadziły byki kazano pisać dane słowo sto razy, a więc nawyk się wyrabiał, a potem umacniał, gdy pisano ręcznie. Teraz…? Mamy słowniki które SAME zamieniają nam słowa błędne na poprawne, cobyśmy za bardzo się nie zmęczyli główkowaniem nad „u” czy „ó”. Choć nawet jeżeli jedynie podkreśla na czerwono, to i tak często, gęsto nikt sobie z tego nie robi. Tylko co z nami będzie? Co przekażemy naszym dzieciom, wnukom, prawnukom? Czy ktoś nad tym pomyślał?

 

Myślę jednak, że wciąż nie jest za późno. Tak, jak dbamy o nasz uśmiech, idealny  „elevator pitch” czy to, aby muszka i poszetka nie były jednakowe wzorem,  identycznie możemy zadbać, by nasz język był piękny i poprawny. Szczególnie w kontaktach biznesowych! Potraktujcie to, proszę, jako jedno z ćwiczeń siły woli albo też biznesowe „must-know”.

Powodzenia!