Anna-Maria Wiśniewska odpowiedzialność

A co, jeśli ktoś straci życie pod wpływem Twojego wpisu…

Nie, ten tytuł nie jest clickbait-em. Jest zapowiedzią jak najbardziej realnego scenariusza. Zapraszam do lektury.

Wszyscy jesteśmy owcami (tak, to parafraza, a do tego celowa generalizacja, nie obrażaj się). Bo chyba każdemu z nas zdarzyło się pójść za czyjąś opinią, powtórzyć ją jak własną – skądś przecież czerpiemy wiedzę. Kiedyś (bardzo dawno) robiliśmy to z książek, z uczelni, od starszych wiekiem, dzisiaj doszedł do tego Internet i – dla naprawdę znaczącej ilości osób – stał się on jedynym źródłem informacji. A skoro Internet, to znaczy, że tym źródłem stała się często niokreślona bliżej ilość osób, które tworzą w sieci.

Nie oceniam, czy to dobrze, czy źle. Bardziej uważam, że źle, jeśli nie potrafi się selekcjonować materiałów. Na moich warsztatach pokazuję, że obecnie przechodzimy ogromną transformację komunikacyjną, panta rehi, więc nie należy bać się tego, co nam dziś daje Internet (jeszcze przed chwilą, bo przecież jedyne 150 lat temu, bojkotowano założenie linii telefonicznej…). Ale pytanie, czy takie podstawienie nam wszystkiego pod nos (mam na myśli ilość informacji i dostęp do nich) nie spowodowało nie tylko rozleniwienia, ale także stracenia czujności w kwestii tego, kto jest dla nas autorytetem? Warte rozważenia. Z tym, że ja dzisiaj o działaniu zgoła odwrotnym.

czy bierzemy odpowiedzialność?

Kilka dni temu prowadziłam warsztaty z budowania wizerunku dla Liderów w Santander Bank Polska i podczas nich rozgorzała dyskusja o odpowiedzialności za opinie, jakie się głosi, szczególnie w social mediach. Bo to, że w większości jesteśmy podatni na czyjeś zdanie, szczególnie, jeśli głoszący je ma dziesiątki tysięcy lajków (co jest przecież wszechmiarą wszystkiego), to jedno. Ale odpowiedzialność (lub jej brak) osób, które te opinie tworzą – to drugie.

Podczas warsztatów mówiłam o tym, że kiedy zaczynasz budować swój wizerunek w social mediach i zaczynasz gromadzić wokół siebie społeczność, zaczynasz mieć wpływ. Im bardziej rośniesz w siłę, tym ten wpływ jest większy. To, co powiesz, zaczyna rzutować na postrzeganie świata przez innych i, jeśli uznają Cię za autorytet, nawet ogólnie, czyli nie w kwestii tego, na jaki temat się wypowiadasz, mogą Twoje zdanie wziąć sobie za pewnik, pewien wyznacznik, drogowskaz, czego konsekwencje będą trudne do przewidzenia.

jakie mamy autorytety?

Niedawno pokazały się badania, w których Polacy podali, że ich autorytetem wiedzy medycznej jest na równi: lekarz i Ewa Chodakowska.

Myślę, ze wielu ludzi złapało się teraz za głowę, ale jak dla mnie, podanych jest za mało szczegółowych danych. W zestawieniu pojawiła się też jako odpowiedź „żona”, która dostała niewiele mniej punktów procentowych od podanej pary, co nie oznacza, że mąż słucha się jej we wszystkim, gdzie mu zdrowie niedomaga, a do lekarza się nie wybierze.

Niemniej badanie pokazuje mocny trend oraz powinno skłonić do refleksji wszystkie osoby, które ten wpływ na innych mają. Przykłady? Na początek efekt skali, ze świata celebrytów. Bardzo proszę:

„ojej, nie pomyślałam…”

Kylie Jenner, najmłodsza z rodziny Kardashianów, zatweetowała w pewnym momencie: „sooo does anyone else not open Snapchat anymore? Or is it just me… ugh this is so sad.” („więc… czy wszyscy inni także nie zaglądają na Snapchata? Czy tylko ja… To jest takie smutne”). Mimo, że po chwili zatweetowała znowu, że oczywiście bardzo kocha Snapa, jej pierwszą miłość, to ok 16 godzin po jej pierwszym tweecie, akcje giełdowe Snapchata zaczęły spadać – o ponad 8% w ciągu dnia. Jej nieprzemyślany tweet obniżył wartość Snapa o ok. 1 miliard dolarów. Jeden, głupi tweet miał wartość miliarda dolarów. Na minusie.

Ale może teraz coś z rodzimej zagrody. Kilka dni temu trafiłam na takiego posta napisanego przez jedną z sióstr Bukowskich. Panie mają 174 tysięcy obserwujących na Instagramie, 217 tysięcy lubiących je na Facebooku. Zachęcam do przeczytania posta.

Po lekturze tego niemal się we mnie zagotowało. To był bardzo klasyczny przypadek braku wzięcia odpowiedzialności za własne słowa. Promowanie czystej zazdrości, wręcz zawiści, oraz postawy: wszyscy są winni moich niepowodzeń, tylko nie ja! A zwróćcie uwagę – 3000 osób tego posta poserduszkowało (przeczytała oczywiście część), a komentarzy było 178 – czyli osobym które przeczytały niemal na 100%. Na Facebooku – niemal 400 reakcji, 40 komentarzy, a wyświetleń pewnie w tysiące.

A teraz zastanówmy się, do kogo trafia profil Sióstr? Do dojrzałych kobiet? Nie, w większości są to młode dziewczyny, które potrzebują autorytetu, które łatwo przejmują czyjeś postawy i dopiero kształtują swoje zdanie i postrzeganie świata.

Bardzo mną to poruszyło, bo każda praca osoby takiej jak ja – promotorki kobiecej siły, pewności siebie i niezależności, może zostać zniweczona przez WPŁYW, jaki ma osoba wypisująca takie treści…

Dlatego wystosowałam odpowiedź:

A co, jeśli ktoś straci życie pod wpływem Twojego wpisu... 4

Moja odpowiedź niestety pozostała bez echa – nikt się do niej nie ustosunkował. Jednak po jakimś czasie weszłam na profil Sióstr raz jeszcze i na szczęście zauważyłam (oczywiście nie przypisuję sobie wpływu, podaję tylko fakt) niemal całkowitą zmianę treści (kontekst):

A co, jeśli ktoś straci życie pod wpływem Twojego wpisu... 5

Szkoda jedynie, że po czasie, bo post wyrządził uważam sporo szkód na samym początku, kiedy czytało go najwięcej Dziewczyn. Uważam, że Siostry powinny poruszyć ten temat otwarcie. Powiedzieć, że pisząc tamtego posta nie przemyślały sprawy, że zmieniły treść, aby nie było jeszcze gorzej (mam nadziejęm że nie tylko po to, aby nie wyjść na zawistne 😉 ). Uważam, że wspaniałe byłoby, aby powiedziały raz jeszcze wprost, że każda z nas (i każdy!) powinien patrzeć na innych upatrując w otoczeniu szans na dobrą zmianę w sobie, oraz powinien wziąć pełną odpowiedzialność za własne życie.

mam to gdzieś

Ktoś, kto to czyta, może teraz rzec – ale co mnie to obchodzi, jakie konsekwencje będzie miało dla odbiorców to, co ja powiem, napiszę? Przecież mają rozum i wolną wolę?

Niemcy w latach 30. też mieli rozum i wolną wolę.

A teraz nawiążę do mojego prawie-clickbite’owego tytułu 😉 Wyolbrzymię, ale uważam, że warto, bo z pewnością gdzieś kiedyś padły takie słowa. Wyobraź sobie, że piszesz posta, w którym pada zdanie typu: „Lepiej by było, żeby osoby, które (wstawić dowolne, jakie) zniknęły z tej ziemi, bo dla takich jak one miejsca tu nie ma, nikt takich nie chce!”. Treść dociera do pogrążonej w depresji czy innej chorobie osoby, która pod wpływem tych słów odbiera sobie życie. O czym się pewnie nie dowiesz.

czy to w sobie masz?

Bo widzisz, tu chodzi właśnie o odpowiedzialność. I dozę empatii również. O to, że zdajesz sobie sprawę, że Twoje słowo MA WPŁYW. Każdemu zdarzy się czasem coś chapnąć, albo powiedzieć jedno, a potem się z tego (z jakichkolwiek powodów) wycofać. Nie chodzi też o skrajne zachowania i uważanie na każde wypowiedziane słowo. Ale miej świadomość, że to słowo to energia, za którą idą czyny, a im „większy” jesteś, tym większą moc ma nośność tego, co od Ciebie wychodzi.

Dlatego zanim coś napiszesz, zastanów się dwa razy, daj komuś zdystansowanemu do przeczytania. Nie wypowiadaj się na tematy, o których nic nie wiesz, albo na takie, które mogą pociągnąć za sobą bardzo negatywne konsekwencje. Bądź świadomym twórcą – niezależnie czy masz 5, 500 czy 500 tysięcy obserwujących. Masz WPŁYW. Nie schrzań tego.


Chcesz coś dodać? Zapraszam, chętnie poznam więcej historii, zarówno na plus jak i minus.