fbpx

Co ty wiesz o sprzedawaniu…

buying-15810_1280

Sobotnie popołudnie, atmosfera poobiedniego lenistwa. Przy stole siedzi matka – stomatolog, ojciec – profesor na wyższej uczelni i córka – studentka V roku wydziału prawa. Po niewinnym pytaniu, na jaką aplikację zamierza wybrać się ich dziecko pada odpowiedź:

- Na żadną, kochani.

- Jak to, na żadną?

- No cóż, dobrze wiecie, że od 2–3 lat studia prawnicze były dla mnie jedynie obowiązkiem. Ale znalazłam już firmę, która da mi fantastyczne podstawy, by móc w przyszłości rozwijać własny biznes.

- Ach, tak? A jakaż to firma? Kancelaria podatkowa? Agencja nieruchomości…?

- Oj, nie, ale mniejsza o firmę, bo najważniejsze, że nauczę się tam SPRZEDAWAĆ!

(dłuższa cisza)

- Jak to – sprzedawać? Jak sprzedawca? W WARZYWNIAKU?! Nasza córka sprzedawczynią? Ojciec profesor, matka lekarz a TY??? 5 lat kształcenia na wydziale prawa tylko po to, żeby coś komuś wciskać?!

Ta historia jest zmyślona jako całość, lecz prawdziwe są jej elementy – połączone części z doświadczenia własnego, znajomych, przeczytanych książek i usłyszanych historii. I pewnie wielu z Was poczuło się dziwnie swojsko czytając tą krótką historię, prawda?

Dlaczego tak bardzo zniechęceni?

Więc właśnie – sprzedawca – większości z nas kojarzy się nienajlepiej. Wolimy nazywać się handlowcami lub jakkolwiek inaczej, byle nie ta cholerna sprzedaż. Ale co spowodowało taką złą sławę tego pojęcia? Przecież od sprzedaży – tej profesjonalnej – zaczynało karierę większość dzisiejszych milionerów i miliarderów!

Pierwsza rzecz, to fakt negatywnych skojarzeń z zawodem sprzedawcy. „Typowy sprzedawca” kojarzy nam się z wciskaniem, wchodzeniem w tyłek, wazeliniarstwem, z nastawieniem „byle sprzedać”. I nic w tym dziwnego – wiele razy sama byłam męczona przez nachalnych telemarketerów czy ekspedientki w sklepach, które muszą „wyrobić target”, więc ich namolne „może w czymś pomóc?” czy też „czy szuka pani czegoś konkretnego?” – zanim jeszcze zdążyłam dobrze przekroczyć próg sklepu, we mnie samej wyrabiała niechęć do tego zawodu.

Druga rzecz, to wyobrażenie siebie w takiej właśnie roli. Jak to – ja – mam komuś coś WCISKAĆ? Podlizywać się, żeby kupił? Udawać miłego i przykleić sobie uśmiech na twarz? Co to, to nie!!!

Brzmi znajomo? 😉

Trzecia kwestia, to – standardowo – uwarunkowania, czyli wynoszone ze środowiska, w jakim się wychowaliśmy, przekonania. Być może sami nie mielibyśmy żadnych podstaw do negatywnych skojarzeń ze sprzedażą, gdyby nie poglądy wypowiadane przez naszą rodzinę.

I ostatecznie – dla niektórych powodem jest dość negatywna konotacja słowa „sprzedaż” ze słowem „sprzedawczyk” – podobne w brzmieniu, bo zawierają ten sam rdzeń „sprzeda”.

Ale powodów może być naprawdę wiele – bo każdy z nas miał inne doświadczenia ze sprzedażą.

Wiem, że ten wpis czytają w większości osoby, którym rozwój osobisty nie jest obcy, dlatego dla części z Was poniższy fakt nowością nie będzie (a przynajmniej mam tak nadzieję):

KAŻDY CZŁOWIEK JEST SPRZEDAWCĄ.

No chyba sobie kobieto żartujesz! Ja? Ja niczego nie sprzedaję! Ewentualnie mam od tego ludzi 😉

Serio?

Jesteś pracodawcą – musiałeś dobrze sprzedać warunki stanowiska pracy, by pracownicy chcieli u Ciebie pracować.

Jesteś młodym przedsiębiorcą, wziąłeś na biznes dotację – musiałeś dobrze sprzedać swój pomysł, żeby Ci ją przyznali.

Jesteś pracownikiem – musiałeś świetnie sprzedać siebie, aby dostać dobrą pracę.

Jesteś studentem – musiałeś dobrze sprzedać swoją wiedzą i siebie, aby zaliczyć ustny.

Jesteś zakochany – musiałeś świetnie się sprzedać, żeby ta druga osoba się Tobą zainteresowała.

Jesteś zachwycony masażystą, u którego ostatnio byłeś – poprzez swoją rekomendację sprzedałeś usługę przyjaciółce!

I co, nadal twierdzisz, że nie masz do czynienia ze sprzedażą?

A może spojrzysz na to inaczej? Moje propozycje są poniżej.

Sprzedaż to:

- genialny sposób na pozyskiwanie kontaktów (które mogą Ci się przydać w późniejszym czasie!);

- metoda na wyćwiczenie odwagi zagadania do obcych Ci osób;

- świetna taktyka na odkrycie, jakie procesy kierują ludźmi podczas podejmowania decyzji;

- doświadczenie, które może pomóc w relacjach z bliskimi (sposób prowadzenia rozmowy, słuchania, argumentacji itd.);

- dobry sposób na zbadanie konkretnego rynku, lub wielu rynków (w zależności, co robisz).

Ale przede wszystkim – możliwość POMOCY ogromnej ilości osób, ułatwienia im życia lub ulżenia w bólu, jaki mają z jakiegoś powodu!

Dlatego zadaj sobie pytanie – czy chcę pomagać ludziom? A jeśli tak, to w czym? Jakie ich problemy chcę rozwiązywać? Czy jeśli pomogę komuś, to będzie mi wdzięczny, czy będzie postrzegał mnie jak natręta? A co sam byś czuł w stosunku do osoby, która pomogła Ci np. w obniżeniu kosztów, jakie wydajesz na marketing, w rozliczaniu PIT‑u czy w zrzuceniu kilku kilogramów? Natręt czy dobry człowiek?

Inne spojrzenie na sprzedaż?

Dopóki nie zmienisz postrzegania sprzedawców, sam nie będziesz widział się w takiej roli. A zmiana nastawienia może spowodować, że:

  1. przestaniesz widzieć w sprzedaży przykre obowiązki, lecz możliwość pomocy innym,
  2. zmiana nastawienia doda Ci entuzjazmu przy opowiadaniu o swoich usługach, bądź tym, co robisz,
  3. zaczniesz sprzedawać w ogóle, albo będziesz robić to lepiej i łatwiej,
  4. klienci przestaną postrzegać Cię jako „wciskacza”, a zobaczą w Tobie miłego doradcę.

To, co z tego weźmiesz zależy tylko od Ciebie – możesz przyjąć do wiadomości wszystko, ale też wybrać sobie konkretne możliwości i nad nimi popracować. Obserwuj efekty!

W komentarzach napisz, jakie są Wasze doświadczenia jako sprzedawcy i jako klienci w kontaktach ze sprzedającymi. Czy moje spostrzeżenia zmieniły Twoje podejście do tego zawodu?

Anna-Maria

Przewiń do góry

Czy zdążysz?
ostatnie sztuki mojej książki!

Zaufanie jest walutą przyszłości, dzięki której realizujesz swoje cele. 

Zaufanie wielu możesz zdobyć, jeśli będziesz umiejętnie budował swoją markę osobistą.

Moja książka „Wizerunek w social media” jest przewodnikiem, który przeprowadzi Cię przez cały proces. Zostały ostatnie sztuki, a nie będzie trzeciego wydania.

Sprawdź teraz!