Groch, mydło i powidło marketingu, czyli ustrzeż się błędów w promocji

stm
Kiedy rozpoczynasz swój biznes to – wiadomo – chcesz, aby jak najszybciej się rozwinął, nabrał wiatru w żagle, aby dowiedziało się o nim jak najwięcej osób. I aby od Ciebie kupowali. Nic w tym dziwnego, tak działa handel. Ale droga na skróty, chęć przyspieszenia niektórych naturalnych procesów, to zły kierunek. I jak widzę zachowania niektórych przedsiębiorców, to mam ochotę powiedzieć: quo vadis?

Byle więcej…

Social media są takim miejscem, które – na pierwszy rzut oka – przyjmą wszystko. Niestety myśl ta przyświeca wielu e-marketingowo nieświadomym osobom, które, chcąc wypromować siebie, swój biznes albo jakoś zaskoczyć swoich klientów, pakują na swoje strony firmowe wszystko, co tylko się da. Przykład? Proszę bardzo:
 voucher
Może znajdą się osoby, które stwierdzą, że żadnego faux pas tu nie ma, ale ja zdecydowanie się z tym nie zgadzam. Dlaczego? Otóż:
  • Twoja strona w social mediach to Twoja świątynia (zaraz po Twojej www, jeśli ją masz). Aby budować wizerunek Twój i Twojej marki, treści powinny być właściwe, dopasowane, dobrane i… na temat!
  • wyobraź sobie, że dajesz komuś swoją wizytówkę, na której, prócz Twojej działalności, jest jeszcze informacja o ogrodniku, usługach dentystycznych i wylewce betonu – tak w prezencie. Obojętnie, czym się zajmujesz, takie zestawienie, nawet w celach obdarowania czymś klienta, jest po prostu pozbawione sensu i stawia Cię w złym świetle – jako osoby, która nie wie, jak prowadzić biznes. Poza tym wprowadza dezinformację.
  • usługi wysoce profesjonalne i biznesowe, jak fakturowanie, nie powinny być zestawiane z takimi branżami, do jakich należy makijaż, fitness, masaże. Chyba, że klientką firmy fakturującej jest makijażystka, ale nie o tym tu mowa. Tak samo ja nie wyobrażam sobie, aby na mojej stronie, która uczy o social mediach nagrodą/prezentem był voucher na męskie doradztwo wizerunkowe, czym zajmuje się mój luby (mimo że, jeśli bardzo się postarać, można znaleźć połączenie: social media – promocja – dobry wizerunek – wizerunek online – wizerunek offline). Ale dla mnie jest to – wciąż – zbyt odległe.

W takim razie, co można, a czego warto unikać?

No cóż, granica jest naprawdę subtelna. Przede wszystkim, aby nie narazić się na śmieszność, radziłabym:

  1. Zastanowić się, jaki związek ma moja działalność z tym, co chcę zareklamować/ofiarować na mojej stronie
  2. Jeśli na szybko nie jesteś w stanie logicznie połączyć tych dwóch kwestii – odpuść sobie.
  3. Warto natomiast łączyć coś, co ma silny wspólny mianownik, np. Ty zajmujesz się szyciem i sprzedażą ubrań, a coś, co chcesz wręczyć, to właśnie makijaż – można dzięki temu sprawić, że każda kobieta będzie wyglądać zjawiskowo. Albo to, co robiłyśmy już nie raz z Kamilą Czarnomską z Trening Kariery – jej metamorfoza CV i moje metamorfoza profilu na LinkedIn.
A jeśli wciąż masz wątpliwości – po prostu pytaj. Wiesz, gdzie mnie znaleźć.